• Wpisów: 378
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:06
  • Licznik odwiedzin: 37 788 / 2612 dni
 
wiosennaa
 
Nie mogłam w to uwierzyć,że ukochany mojej przyjaciółki zrobi coś takiego. Znienawidziłam go.  Chciałam za wszelką cenę odnaleźć Ewę,ale nic z tego.Zmieniła numer telefonu,na TT i na fejsie nie odpisywała. Zmieniła się,a ja się o nią bałam.
Czas mijał strasznie szybko. Pod koniec sierpnia przyszedł na świat syn Liama i Doniy William,w listopadzie Louis z Pauliną brali ślub.W święta Zayn oświadczył mi się.Niall z Gemmą postanowili wziąć ślub.Od Harrego trzymaliśmy się z daleka zwłaszcza ja.Wiedziałam,że nie jest z tą dziewczyną,bo go wykorzystywała i nie była z nim w ciąży.Chodził załamany i podtruty.Ma za swoje.Były walentynki.Postanowiliśmy spędzić ten dzień z Zaynem w naszym ukochanym mieście Paryżu.

(oczami Ewy)
Wszystko się zmieniło odkąd wyprowadziłam się z Londynu.Nowy York jest wielki miastem,dwa razy takim jak Londyn.Ludzie tutaj nie patrzyli na przeszłość,zawsze gdzieś gonili. Przyzwyczaiłam się do tutejszego świata. Byłam znaną modelką i główną naczelną pisma w którym od roku pracuję. Wymazałam ze swojego życia tamto życie. Jeszcze w lipcu poszłam tutaj na badania i okazało się,że jestem w ciąży z Harrym. Niestety poroniłam,ponieważ zbyt duże przemęczenie,loty z NY do LA czy też w inny zakamarek Ameryki robił swoje. Przez dwa miesiące nie mogłam dojść po tym,ale udało się. Niestety nie udało się wymazać wszystkiego związanego z moimi przyjaciółmi. Ciągle odwiedzałam ich na TT czy też na facebooku. Jedynie z kim utrzymywałam kontakt to była Anne,mama Harrego. Była już u mnie kilka razy,bo ją zaprosiłam i lubię jej towarzystwo. Opowiadała mi co moich przyjaciół słychać,co się dzieje z każdym i że Harry jest załamany. Niestety ja nie chciałam tam wracać,ale brakowało mi ich wszystkich.

(oczami Kasi)
Spacerowaliśmy właśnie uliczkami Paryża z Zaynem.
-Kochanie wszystko gra?
-Minęło 7 miesięcy odkąd jej nie widzę..
-Nie wiem jak cię mam pocieszyć?
-Chce znów,żeby z nami była,żeby wróciła i wciąż była moją przyjaciółką.
-Na pewno wróci,pewnie musi wszystko uporządkować,wiesz kariera,życie..
-Zayn!7 miesięcy?
-Wiem,że to długo,ale to jej decyzja.-przytulił mnie mocniej i pocałował w czoło. Westchnęłam cicho i szliśmy dalej. Moją uwagę przykuł plakat,który wisiał na słupie ogłoszeń. Znajdowała się na nim Ewa i reklamowała swoje pismo. Nic się nie zmieniła. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Wieczorem Zayn zabierał mnie na kolację pod gwiazdami. Byłam ciekawa co wymyślił. Ubrałam czerwoną sukienkę,do tego żakiet,płaszcz i kozaki.
-Gotowa?-uśmiechnął się.
-Jak widać.-przytuliłam się do niego. Poszliśmy na plac gdzie znajdowała się wieża Eiffela. Wjechaliśmy windą na samą górę. Kiedy drzwi się otworzyły myślałam,że śnię. Moim oczom ukazał się niewielki stoli na dwie osoby,świeczki,czerwone róże. To wszystko wyglądało tak wspaniale,tak romantycznie. Zasiedliśmy do stolika na którym znajdowała się pizza. Zasiedliśmy do wspólnej kolacji.
-Jesteś niesamowity.
-Wiesz,że zrobię dla ciebie wszystko.
-Nie trzeba wszystkiego.-podszedł do mnie i uklęknął.
-Walentynko kochana czy wjedziesz za mnie?-wyjął z kieszeni czerwone pudełeczko w którym był mały srebrny pierścionek.
-Zayn...tak!-przytuliłam się do niego płacząc. Włożył mi pierścionek na palec i mnie pocałować.To były najlepsze Walentynki pod słońcem. Zjedliśmy kolacje,chwile postaliśmy jeszcze na oświetlone miasto i poszliśmy do hotelu. Zaczęliśmy się namiętnie całować,po czyn zdejmowaliśmy swoje ubrania. Całował mnie po szyi,czułam jaka staję się gorąca. Oboje tego chcieliśmy.

(oczami Darii)
Były już Walentynki. To wszystko trwało tak szybko. Przeprowadziłam się do Krzyśka do Krakowa z dzieciakami i tam mieszkaliśmy. Mieliśmy przeprowadzić się nad morze,ale to dopiero w maju. Z reszta było nam obojętne gdzie się przeprowadzimy i tak będziemy razem. Filip z Emilką z dnia na dzień rośli i czułam jakbym ja się starzała. W końcu mieli już rok i 5 miesięcy.
Dzisiejszy dzień mieliśmy spędzić w Krakowie,zostawiliśmy dzieci pod opieką rodziców Krzyśka i pojechaliśmy. Zamówił nam stolik w włoskiej restauracja.
-Walentynko ty moja.
-Chcesz mi coś powiedzieć?
-Że cię kocham.-pocałował mnie,a kelner przyniósł nam zamówione spaghetti i wino. Byłam przy nim jak zawsze szczęśliwa.

(oczami Ewy)
Minęło pół roku. Główna redakcja musiała się przenieść,a nowym miejscem była siedziba w Londynie. Tam wszystko zaczęłam i muszę do tego wrócić. Właśnie wysiadałam na lotnisku. Oczywiście na swoim Twitterze poinformowałam,że wracam do Londynu. To chyba był mój błąd,bo teraz moi starzy przyjaciele,będą chcieli,żebym do nich wróciła. Uśmiechnęłam się wsiadając do taksówki,która zawiozła mnie centrum Londynu,gdzie w nowym apartamentowcu miałam swoje mieszkanie. Zawiozłam tam rzeczy i się rozpakowałam. Chwile zastanawiałam się co będę robić,aż w końcu pomyślałam,że pojadę do nich. W końcu ciągle na TT pisali mi:Dom jest dla ciebie otwarty. Przyjedź kiedy tylko chcesz.
Wsiadłam do swojego czarnego Mitsubishi i pojechałam w miejsce dobrze mi znane. Zaparowałam pod schodami i wbiegłam po nich śmiejąc się. Chwilę zastanawiałam się czy zapukać,ale w końcu mieszkałam w tym domu. Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi. Od razu usłyszałam krzyk z kuchni:
-Gdzie są moje zapasy marchewek?!-ten głos poznałabym wszędzie i jeżeli mowa o marchewkach.
-Debilu,weź dobrze poszukaj!-usłyszałam Nialla.W salonie słyszałam śmiech dzieci i rozmowy Gemmy z Pauliną.Po chwili ze schodów ktoś zaczął zbiegać:
-Niall zrób...-była to moja przyjaciółka.Kiedy mnie zobaczyła stanęła,a po chwili rzuciła się na mnie krzycząc moje imię.Nim się obejrzałam w holu był Louis,Niall,Gemma i Paulina.Rzucili się na mnie robią wielkiego przytulańca:
-Zaraz będzie ze mnie naleśnik.-zaśmiałam się.
-Na reszcie!-krzyknął mi do ucha Horan.
-Gdzie cię wcięło?-dopytywała Gemma.
-Odpowiadaj jak cię pytają!-krzyknął śmiejąc się Louis.
-Marchewkowy!-pokazałam mu język.
-Ooo! Jak ja się za tym stęskniłem!-przytulił mnie. Nagle koło nich zjawiły się dwie małe dziewczynki i chłopiec.
-A co to za maleństwa?-zapytałam kucając.
-Amelia.-powiedziała Paulina wskazując na dziewczynkę z warkoczykami.
-Weronika.-pokazała blondynkę Gemma.
-I William syn Liama i Doniyi.-pokazał na chłopca Niall.
-Słodziaki.-przytuliłam trójkę.
-Co to za zbiorowisko?-ze schodów zszedł Zayn.
-Cześć szwagier!-krzyknęłam,przy czym pojawił się i mnie przytulił.
-Wróciła..-szepnęła Kasia z uśmiechem na twarzy.
-Wróciłam,ale wróciłam bo moje biuro się tu przeniosło.-ruszyliśmy do salonu.
-Ale do nas też?-popatrzył na mnie Lou.
-Odwiedziłam was tak.
-Ej nie!Masz się wprowadzić!-oburzyła się Gemma.
-No proszę was,nie dość,że wy mieszkanie i macie dzieci to jeszcze ja.
-Jesteś częścią naszej paczki!-krzyknął Horan.
-Przemyśle to.No dobra to kiedy ślub?-spojrzałam na Kasię i Zayna.
-Jak wróciłaś to masz być świadkową.-zaśmiała się Kasia.
-Niech ci będzie.
-A widziałaś się z Harrym?-zapytał cicho Lou.Pozostawiłam to bez odpowiedzi.
-Dobra lecę,muszę zrobić zakupy bo mam nowe mieszkanie i tak..
-Wprowadź się!-krzyknęła Kasia,Paulina i Gemma.
-Powiedziałam przemyślę. Jutro zakupy?-popatrzyłam na dziewczyny,które kiwnęły głowami na tak.
-Wpadnij wieczorem.-dodał Zayn.
-Robimy grilla.-dołączył się Niall.
-O 20.-dodał jeszcze Lou.
-Jasne. Do zobaczenia.-wyszłam w pośpiechu. Wsiadłam do samochodu i odjechałam.

(oczami Kasi)
Na reszcie wróciła. Czułam jakby część szczęścia wróciło. Drzwi od domu znów się otworzyły:
-Zapomniałaś czegoś?-zapytał odruchowo Lou śmiejąc się.
-Ja nie?-usłyszeliśmy głos Harrego.
-O to ty..Widziałeś się ?-zapytała Gemma.
-Z kim?
-Z Darią i Krzyśkiem.-odpowiedziałam szybko patrząc na wszystkich.
-A co oni robią w Londynie?
-Przyjechali nas odwiedzić.-odpowiedział Niall. Harry wzruszył ramionami i poszedł do siebie do pokoju. Po 20 minutach dostałam SMS-a od Ewy: Nie dam rady przyjechać na grilla,muszę jechać w jedno miejsce.
Co cóż,ale jutro widzimy się na zakupach.
-Jadę do mamy.-krzyknął Harry opuszczając dom.

(oczami Ewy)
Byłam właśnie w drodze do Anne. Stęskniłam się za nią,po za tym obiecałam,że jak tylko przyjadę pojadę do niej. Nie myślałam o czym czy on tam będzie czy nie. Po prostu tam pojechałam. Drzwi otworzyła mi Anne:
-Ewa!-przytuliła mnie od razu.
-Cześć Anne.-przytuliła ją.
-Jaka niespodzianka. Wchodź.-weszłam do środka,kierując się do salonu. Ten dom też znałam na pamięć.
-Przenieśli moją siedzibę tutaj do Londynu więc wróciłam. A to dla ciebie.-podałam jej mały pakunek.
-Dziękuję. Siadaj. Co się napijesz?
-Woda.
-Może wino?
-Oj Anne rozpijesz mnie.-zaśmiałyśmy się obie.
-Opowiadaj co u ciebie?-ruszyła do kuchni.
-A nic ciekawego. W sumie to praca,dom,praca dom..-poszłam za nią. Długo rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się. Na razie nie poruszała tematu Harrego.
___________________
Wiem wiem... miał być już w zeszłym tygodniu, ale moja wena zaczęła bawić się ze mną w chowanego i napisałam już wszyyyystkie rozdziały ale nie potrafiłam ich złączyć w jedną całość z tym co było... mam nadzieję, że jakoś to wyjdzie :) Opowiadanie nie kończy się happy endem... jak każde moje... na pocieszenie dodam że zostały nam jeszcze 3 rozdziały + Epilog do końca opowiadania :) wszystko już napisane. więc...
25.03.2013r - rozdział 46
26.03.2013r - rozdział 47
27.03.2013r - rozdział 48
28.03.2013r - EPILOG
Postaram się dotrzymać terminów ( wszystko zależy od dostępu do laptopa). Po zakończeniu tego opowiadania spinam poślady i w końcu dodam 2 rozdział na myotherstoryabout1d.blogspot.com/ :) Dziękuję wam że dałyście mi możliwość pisania tego opowiadania :) no a wszelkie podziękowania i inne przynudzania dodam wraz z epilogiem :)

xoxo W.

EDIT:
CHCIAŁAM WAM GORĄCO PODZIĘKOWAĆ ZA 7000 WYŚWIETLEŃ *-* KOCHAM WAS :)

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego